Kołobrzeg SPA
Nadjeżdżał Marcin Kołobrzeg SPA Czy Winnetou również tu jedzie? — zapytał Shatterhand chłopca. — Nie. Oihtka-Petay zatrzymał go okrzykiem. Winnetou został tam zgodnie z pańskim życzeniem. Ja także mam do nich wrócić. — Doskonale. Apacz darzy cię szczególnymi względami, mój młody przyjacielu. Widział pan Upsaroków? Ilu ich jest? — Szesnastu, koni zaś o dwa więcej. Zapewne należą do zastrzelonych młodzieńców.Gdy się ciągłym wsiadaniem zbyt już mocno znużył, powiada brat: - Nie pojadę, ale pójdę piechotą. Idzie więc, idzie, a z każdym krokiem zwiększa się jego objętość. Wąsy, jak dwie żelazne kosy, idą naprzód i ścinają przed nim lasy. Od jego stóp walą się miasta, wsie zdeptane nikną. Wojsko, kupcy, lud okoliczny, wszystko ucieka na widok miedzianej brody, zwierciadlanych oczu. Król, poznawszy w nim dla siebie niebezpieczeństwo, schronił się na wieżę.
Godne podziwu było wzajemne zrozumienie obu przyjaciół. Old Shatterhand nie wyraził swego planu, a jednak Winnetou odgadł jego myśli i rzekł: — Mój brat słusznie planuje. — Zakreślić łuk wstecz? — Tak. Winnetou podziela ten zamiar! — To mnie cieszy. W takim razie od obrony przechodzimy do natarcia. Jeśli się nie mylę, to w odległości dwóch godzin drogi znajdziemy miejsce doskonale nadające się do naszych zamierzeń. — A więc nie traćmy daremnie czasu! — rzekł Davy. Czarownica przyjemna pewnie publikuje silne wierszyki.